Twierdzę, watpię, pytam
środa Lipiec 26th 2017

Kategorie

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

obecność

Jak Lolka miała niespełna dwa
lata, wyjechałam na kilka tygodni  do
pracy do Niemiec. Kilka tygodni to wieczność w życiu tak małego dziecka. Wyjeżdżałam
wiosną okutana w swetry i kurtki, wróciłam latem szczuplejsza, opalona z
rozjaśnionymi słońcem włosami, cholernie seksowna i stęskniona. Mąż się ucieszył.
Dziecko mnie nie poznało. Na szczęście głos mi się nie zmienił, więc w końcu
pozwoliła się przytulić. Po chłodnym przyjęciu, jak już przekonała się, że ja
to ja, wczepiła się we mnie na kilka miesięcy.  Bała się, że zniknę. Śpiewałam w łazience,
żeby słyszała, że jestem. Śpiewanie przy sikaniu nie jest łatwe. Jak się kładła
spać, to ściskała w małych piąstkach moją koszulkę, czy co tam miałam na sobie i
z zaciśniętymi piąstkami zasypiała. Rozbierałam się i zostawiałam jej te
koszulki w łóżeczku, żeby czuła mój zapach. Starałam się ze wszystkich sił, żeby
wiedziała, że jestem blisko i nigdzie się nie wybieram. Funkcjonowałam z córką
wplecioną w moje życie. Chodziłam z nią po zakupy, do biblioteki, do znajomych,
na koncerty, wszędzie. Towarzyszyła mi i to było dobre towarzystwo.

 

Mamut jest chora. Beznadziejnie. Ludzie mówią „kwestia czasu”.
Co jest o tyle idiotyczne, że śmierć zawsze jest kwestią czasu. Ludzie mówią,
że umiera. Ostatnio jakiś głąb przed sklepem zapytał mnie

- Jak tam matka? Żyje?

Ludzie potrafią.

Odwaliłam dziś trzy prania, zrobiłam porządki, wykąpałam
Mamuta i przebrałam w niebieska pidżamę. Zauważyłam, że jest prawie pół głowy
ode mnie mniejsza i waży już tyle samo co ja. Zdeptała mi się, osłabła,
potrzebuje pomocy, z czym trudno jej się pogodzić. Jest bardzo słaba, spacer do
łazienki, to dla niej wyprawa. Ale nie umiera. Łapie się kurczowo każdej możliwości
najmniejszej aktywności, poprawia narzutę, zamyka okno, próbuje się kłócić i
obraża się, bo nie rozumiem, co mówi. Nie umiera.

Trzymałam ją dziś za rękę, gdy oglądałyśmy telewizję. Miała takie
zimne ręce.

wychowywanie

Klnę za kierownicą i klnę czasem rano jak czas mnie goni a włosy nie chcą mi się ułożyć. Włosy mam najlepsze ze wszystkiego, więc mi zależy. No i dziś rano – osiem minut do wyjścia a ja w majtkach przed lustrem usiłuję sobie wyprostować te loki, co mi się robią z uporem maniaka
- Kurwa, kurwa! – dałam upust złości
- Opuściłaś jedną kurwę i teraz jej będzie smutno – ze stoickim spokojem skomentowała Lolka
Rzeczywiście zwyklę upust złości daję trzykrotnie.
- Dziecko moje drogie! To nie jest dialog, który przystoi matce i córce. Powinnaś się przynajmniej oburzyć na moje przeklinanie- pouczyłam Lolkę – w normalnej rodzinie matka mówi „kurwa” a dziecko na to „ojejusiu!”
- Matko moja droga! W normalnej rodzinie dziecko mówi „kurwa” a matka na to „ojejusiu!”

jak cię widzą

Z nazwiskiem człowiek się rodzi a imię nadają rodzice, którzy z założenia powinni dziecko kochać. Różnie bywa i pewnie niejeden Abelard Giza i niejedna Emanuela Kąsek woleli być w dzieciństwe zwykłym Krzysiem czy  Kasią. Ale cóż, w szoku poporodowym różne rzeczy do głowy przychodzą. Jak wyboru, człowiek nie ma, to nosi imię i nazwisko z godnością i sam nadaje mu treść.
Ale jeśli człowiek ma wybór i skończył gimnazjum to słowo daję – nie rozumiem.

Przejrzałam swoją listę kontaktów, służbowych a jakże, i mam takie „kwiatki”:
leniwych : oleeek@ kowalski3965@ biuuurooo@
emaile: tonyyeye@  jaboss@ pantomasz@ – jakiś kłopot z ego?

huby: kasiaitomek@ mamakrzysia@ bolekilolek@
takich, co jendak mentalnie z gimnazjum nie wyszli: dzidzia@ krzysio@ pysiaczek@

Zmodyfikowałam większość, bo jednak na klientach mi zależy i naprawdę w kontaktach bezpośrednich wyglądają na dorosłych i  profesjonalnych ludzi. Ale słowo daję, znam właścicielkę firmy w branży, gdzie liczy się wizerunek i profesjonalizm i ona wysyła oferty z adresu zaczynającego się od uluniunia@.

Sama mam emaila zgAGA@ z czasów czatowania po nocach i nawet czasem go używam, ale nie wysyłam z niego CV.
Chociaż może niesłusznie, może to nie ma znaczenia? Może ja jestem kosmitką?

niespodzianka bez niespodzianki

Lubimy się wszystkie w pracy, więc z okazji urodzin i imienin robimy sobie prezenty. Zwykle w takich sytuacjach pojawiał się problem „Co kupić?”. Wszystkie czytamy, więc najlepszym prezentem są książki, ale to przecież wcale problemu nie załatwia. Zwłaszcza jeśli się chce, żeby prezent był miłą niespodzianką. Bawiłyśmy się więc w podchody, podstępne pytania, wszczynałyśmy śledztwo i parałyśmy się szpiegostwem, żeby trafić w upodobania. Osobiście niespodzianek nie znoszę a w mój gust prezentowy bez pudła trafia jedynie Lolka. Z kwiatów lubię tylko bez.
W styczniu przed urodzinami zapoczątkowałam nową tradycję.
- Słuchajcie dziewczyny, za trzy tygodnie moje urodziny i pewnie nie wiecie, co mi kupić?
- Taaak… – przytaknęła Lipcowa ostrożnie
- To ja wam pokażę moją poczekalnię na Merlinie. Nie będę wiedziała, co kupicie, więc będę miała element zaskoczenia. a cokolwiek z listy wybierzecie, ja będę szczerze uradowana.
Dostałam książkę Deepaka Chopry i film z ulubionym aktorem.
Pomysł chwycił.
Nika przed imieninami zrobiła swoją listę prezentów pożądanych i też ją prezent ucieszył.
 
Za tydzień urodziny Igi. Jej też spodobała się idea listy i umieściła na liście między innymi elektryczny młynek do pieprzu. Może ktoś taki ma i się podzieli doświadczeniem, na co zwracać uwagę przy zakupie?

refleksja przed snem

Nie zawsze jestem dobrą mamą. Bywam paskudna. Życzę córce wszystkiego najlepszego, ale zdarza mi się pokazywać wszystko co najgorsze. Zdarza się. Nie znam doskonałych rodziców. Znam takich, co się martwią , że nie wywiazują się ze swoich zadań jak należy. Bezbłednie to można dyktanto napisać, przejść przez życie bezbłędnie się nie da.
Lolka nie pójdzie w świat prostą drogą pozamiataną przeze mnie. Wybierze własną drogę z miliona możliwych. Mój sukces polega na tym, że Lolka widzi ten milion możliwości i  wie, że wybór łatwy nie jest. Wie też, że ją kocham.


Kochać i tracić, pragnąc i żałować,

Padać boleśnie i znów się podnosić,

Krzyczeć tęsknocie „precz!” i błagać „prowadź!”

Oto jest życie: nic, a jakże dosyć…

Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,

Iść w toń za perłą o cudu urodzie,

Ażeby po nas zostały jedynie

Ślady na piasku i kręgi na wodzie.

na gapę

Celina w korkach żre chyba sto na sto, cena benzyny budzi we mnie sprzeciw, więc do pracy chodziłam pieszo. Pogoda zmusiła mnie do korzystania z komunikacji miejskiej. Ludzie na przystankach i w autobusach bywają fascynujący.
Rozpracowałam, że żółte kasowniki kasują od góry, czerwone od dołu a na brązowe nie ma reguły. Dziś wsadziłam bilet i nie usłyszałam charakterystycznego „klik”. Spróbowałam kilka razy i dałam spokój. Usiadłam sobie obok kasownika. I refleksja mnie napadła.  Musiałam sprawdzić. Musiałam sprawdzić KILKA razy. Przecież widziałam dwie osoby przede mną, które zrobily dokladnie to samo.  Dlaczego wyrywałam się ze swoim biletem? Nie wiem, na ile jest to kwestia rutyny a na ile daje o sobie znać natura ludzka? Oczekiwałam, że w moim przypadku ZADZIAŁA. Nie tylko ja. Po mnie jeszcze kilka osób usiłowało swój bilet skasować:). Siedziałam obok i rzucałam w przestrzeń – „Nie działa”.  Nikt nie wysiadł, nie poszedł do kierowcy, nic nie zrobił z fantem. Jechaliśmy sobie wszyscy radośnie na gapę.
- Obwieszczaczem Zepsutości byłaś – skomentowała Lolka 
Jak w życiu.
Spędziłam sobie poprzednią sobotę w towarzystwie mężczyzny, którego uważałam kiedyś za „miłość mojego życia”. Nie widzieliśmy się kilka lat. Nic się nie zmieniło. Nadal słucha, rozumie, co mówię, ma tę umiejętnośc trafiania w sedno, nadal ma to absurdalne poczucie humoru, które kocham. Nic się nie zmieniło. Nadal zdradza, tylko tym razem nie mnie. Bardzo przyjemny wieczór na gapę. Bo przecież wiem, że nie zadziała.
Zepsute.

idzie nowe

Zniknęłam z sieci, bo życie znów kazało mi ustawić priorytety. To ustawiam. Definiuję. Mało piszę, dużo myślę:).
Poznaję nowych ludzi, weryfikuję stare przyjaźnie. Pracuję, uczę się, chwytam dzień.
Niedawno stanęła mi na drodze para fantastycznych ludzi.  On jest skrzypkiem a ona wiolonczelistką. Muzycy z Łotwy, uczę ich języka polskiego. Uwielbiam oboje. Spędziłam z nimi wieczór walentynkowy. On na strunach duszy grał „Besame mucho” (jak wiadomo mam 102 wykonania tego utworu, więc mam porównanie) i melodie z romansów wszechczasów a Ona i ja siedziałyśmy sobie w serduszkowo-cukierkowej scenerii i opowiadałyśmy sobie historie o miłości.
Możliwe, że zacznę pisać. 

ucieczka

Jak mnie dopada coś złego to odbiera rozum, pamięć, wyłącza instynkt samozachowawczy i odruchy bezwarunkowe. Ja się tego boję jak cholera.  Ja nie umiem troszkę, powoli czy stopniowo. Mnie to od razu musi pierdolnąć (żadne inne słowo mi nie pasowało) i odebrać władzę. To nie arystokratyczny pojedynek do pierwszej krwi tylko mafijne porachunki.

Kolędnikom powiedziałam „Nie, dziękuję”. Na poziomie słów. Możliwe, że na poziomie wrażeń ziałam ogniem i ciskałam gromem. Oczywiście będę nadal twierdzić, że taka piękna tradycja jak kolędowanie od drzwi do drzwi zanika w wyalienowanym narodzie. Bo piękna i zanika. Ale jej piękno nie polegało na tym, że mi znienacka pod drzwi przyjdą jakieś dwie obce nastolatki, odśpiewaja byle jak, byle jaką kolędę i wyciągną kapelusz po datek. Na mojej wsi po pierwsze kolędników znałam, po drugie dobrze śpiewali i po trzecie chodzili w święta.

Jestem zdenerwowana. Miotam
się między żalem o WCZORAJ i strachem przed JUTREM. Zgubiłam DZIŚ. Nie
czuję się bezpiecznie. Duch świąt jest złym duchem.


wieści z frontu

                  Zacznę od dygresji. Podobno we wczesnych latach
osiemdziesiątych powstał zespół rockowy o buntowniczej nazwie „Przejebane”.
Grali sobie protest songi na otaczająca ich rzeczywistość. Nie wszyscy
 pewnie pamiętają, że w owym czasie na wszelkie
przejawy myśli twórczej należało mieć stosowną akceptację Urzędu Kontroli
Prasy, Publikacji i Widowisk. Kiedy zespół chciał udać się w trasę koncertową
cenzura orzekła, że nazwa zespołu nie licuje z ideą „umacniania państwa
ludowego jako podstawowej siły, zapewniającej najpełniejszy rozkwit Narodu”.
Muzycy poszli na kompromis i zmienili nazwę na „Nie jest dobrze”. Trasę
 koncertową odbyli nie niepokojeni.



                 W tamtych czasach  byłam jeszcze dziewczęciem zaangażowanym
religijnie i postanowiłam udać się na pielgrzymkę do Częstochowy. To duży
wyczyn, bo z Bartoszyc taka pielgrzymka idzie dwa tygodnie i przemierza po 40-
50 kilometrów dziennie. Trzeciego dnia wszyscy mieliśmy kryzys. Bolały nas kości,
 mięśnie, otarcie nie zdążyły się zagoić,
bąble kwitły na stopach. Ksiądz prowadzący pielgrzymkę mówił, żeby się nie poddawać,
żeby się modlić o wytrwanie, żeby ufać i powtarzać sobie „Tak mi dobrze. Tak mi
dobrze.” Obok mnie szedł starszy
 pan, z
takimi ranami, że krew mu chlupała w butach i powtarzał sobie z zaciśniętą
szczęką „Dobrze mi tak! Dobrze mi tak!”



Ale dlaczego ja o tym piszę? Otóż na liczne pytanie o to,  co się ze mną dzieje odpowiadam „nie jest dobrze”
i „dobrze mi tak”.



                  Czasem sobie sięgam
do archiwum wpisów własnych. Często dochodzę do wniosku, że wszystko już o
sobie napisałam i się powtarzam. W dwa lata temu w grudniu podnosiłam się po śmierci
Ciotki (ciągle mi jej brak). W zeszłym roku o tej porze opisywałam gorączkę przedświąteczną
z Mamutem. Nie było lekko. Nie układało nam się, wiele razy o tym pisałam.
Bywało straszno i śmiesznie, gorzko i ciepło. Wszystko wskazuje na to, że
raczej już gawiedzi opowiastkami mamucinymi zabawiać nie będę. Mamut jest po
drugim udarze, afazja się nie cofa i lekarze nie dają wielkich nadziei, że to
nastąpi. Do kompletu wykryli jej guza w macicy. Jutro będę znała wyniki badań
histopatologicznych. Ciężko mi z własną bezsilnością i parszywie mi wręcz z jej
słabością. Moja matka nigdy nie była słaba, nie znam jej takiej. Chciałabym
ocalić od zapomnienia jej siłę, determinację, bezwzględność, krwistość. Trudno
się z nią porozumieć w podstawowych kwestiach, nie wiem, na ile mnie kojarzy,
nie wiem, na ile jest świadoma swojego stanu. Chodzi, próbuje coś robić,
próbuje coś mówić. Walczy. Kulom się nie kłania.

do kawy

Ostatnio nie mam melodii do pisania. Mam za to melodię do porannej kawy



Jon Gomm będzie w Polsce w przyszłym roku. Kto się ze mną wybierze na koncert?

 Page 5 of 25  « First  ... « 3  4  5  6  7 » ...  Last »