Twierdzę, watpię, pytam
środa Lipiec 26th 2017

Kategorie

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

majtki na głowie

Jak byłam dzieckiem Mamut ubierała mnie w ładne i całe rajstopki do kościoła i do lekarza. Do szkoły i „z wizytą” miałam rajstopki mniej ładne i często cerowane. Zwłaszcza „pod spód”, bo „nie widać”. W domu i na podwórko nosiłam najgorsze rajstopy. Takie, które trzeba było „donosić”. Podział mi został prawie do końca ogólniaka. Znaczy podział wszystkich ubrań na odświętne, codzienne i „po domu” a rajstopy urosły do rangi symbolu.
To nieprawda, że cerowanych rajstop pod spodniami nie widać. W OCZACH widać. Tak samo jak majtki.
Rajsotp w dorosłym życiu nienawidzę i traktuję jak zło konieczne. Nawet nowe, kojarzą mi się z dyskomfortem. Wolałabym majtki publicznie pokazać niż rajstopy. I niesamowicie mnie irytują te panie z reklam z nogami wydłużonymi do granic absurdu
Ale wracając do ubrań. To, co mam na sobie zmienia mnie od środka. Nie da się garbić i powłóczyć nogami w szpilkach. Nie poczuję się jak heroina w wygniecionych spodniach. Nie narzucę swojego zdania w urzędzie, jak wystapię w dzinsach i koszuli. Dresscode w sensie uniformu jak najbardziej działa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Buty, bieliznę, biżuterię nosi się „na głowie” i o tym się przekonałam wcześniej.

W niedzielę pierwszy raz w życiu pomalowałam sobie paznokcie u nóg. Na krwistoczerwono. Poczułam się jak kobieta światowa. Od razu wyładniałam. No i wpadłam. Teraz będę musiała je malować zawsze. I zupełnie nie ma znaczenia czy widać, czy nie widać. Wystarczy, że JA WIEM. Trochę szkoda, że tak późno.
Może jest jeszcze coś, o czym nie wiem? Tylko błagam, nie mówicie, że brazyliska depilacja.

kochamy się

Lolka miała wczoraj swoją imprezę osiemnastkową. Ja rano do pracy, więc położyłam się grzecznie spać.

godz. 2:15
Dzwoni telefon. Zwlekam się z pościeli i szukam torebki.
- Mamuś kochana, jesteśmy na plaży miejskiej i nie mam żadnego numeru do taxi. Czy możesz zamówić nam taksówkę?
Zamawiam, oddzwaniam.
- Green Taxi Ci zamówiłam – wymamrotałam i poszłam spać

godz. 2:30
Dzwoni telefon.
- Mamuś możesz otworzyć drzwi, bo nie mogę znaleźć kluczy?
Zwlekam się z pościeli, otwieram, wysłuchuję relacji z imprezy i zapowiadam, że oczekuję porannej kawy. Kładę się spać.

godz. 8:12
Budzę dziecko.
- Córeczko kochana, mam 20 minut do wyjścia. Zrób mi kawę, proszę.
Lolka wstaje i z zamkniętymi oczami robi mi kawę, wraca do łóżka.
Ogarniam się najszybciej jak potrafię. Śniadanie, „nie mam co na siebie włożyć”, kawa, parasolka, bo pada.

godz. 8:40
Budzę córkę.
- Kochanie, jestem spóźniona, zamknij za mną drzwi, proszę.

na stronie

Jest „matka Madzi”, jest „matka Szymona”, był wyrok dla „matki dzieci w beczce” i podejrzenie zlecenia zabójstwa dziecka dla „matki Michała”.

Cztery głośne sprawy i wszędzie MATKA. Z założenia winna bardziej. „Gdzie była matka?” pytają nagłówki, przy każdym zaniedbaniu, pobiciu, przy każdym nieletnim przestępcy.
Poczytajcie komentarze pod doniesieniami na portalach internetowych. Wszyscy mądrzy i sprawiedliwi. Aż strach. A dziennikarstwo schodzi na psy.

18 lat temu…

…jak zaczęłam wybudzać się z narkozy usłyszałam
- Mamy córkę!
„Córkę???” Przecież USG mówiło, że będzie chłopiec. Zwariował z przejęcia” – pomyślałam i zasnęłam znowu
Kilka godzin później przynieśli mi zawiniątko z tak ślicznym dzieckiem, że zaparło mi dech w piersiach. Rozwinęłam, policzyłam paluszki, przekonałam się, że naprawdę córka i popłakałam  się ze szczęścia. Zostałam Mamą. Tak zaczęła się najlepsza i najtrudniejsza przygoda w moim życiu. I trwa do dziś i do dziś zapiera mi dech jak na nią patrzę.
Brakuje mi słów, żeby wyrazić jak bardzo jest niezwykła, mądra, dobra i piękna i ile radości mi daje.
Dziś ma urodziny.
Kocham Cię, córeczko i dziękuję.

gorzko

Wiecie, że są ludzie, którzy przy obiedzie, przy dzieciach i wnukach bez wstydu opowiadają o tym, jak pozbywali się niechcianych kotów i psów wyrzucając je z samochodu  daleko, daleko od domu?
Ci sami ludzie są dumni z bogato zastawionego stołu.
Nie odezwałam się. Nie mogłam.

ku przestrodze

Facet bladym świtem siedzi w tramwaju do pracy i rozmyśla:

- Dzieci lenie i obiboki, żona jędza, mieszkanie za ciasne, praca do d…, pensja za mała, szef się czepia…..

A nad nim stoi Anioł Stróż, skrzętnie notuje i mówi do siebie:

- Hmm… dziwne marzenia. Ale cóż, spełnimy…

moje Euro 2012

Relacja z autobusu: 16.50

Radiowa relacja na żywo z warszawskiej Strefy Kibica.  Biało – czerwony tłum ciągnie do bramek
prowadzących  na stadion.  Atmosfera niezwykła. Nie jestem kibicką (Word
seksista nie miał w słowniku słowa „kibicka”. Dodałam.) piłki  nożnej, nie śledziłam doniesień  medialnych i dałam się zaskoczyć. Pozytywnie
zaskoczyć. Bo może sportowe emocje jako takie są mi obce, ale zawsze daję się
ponieść „fali ludzkich serc”. Prosta jestem i łatwa do zdobycia. Wystarczy
mrowie powiewających flag na samochodach, wystarczą okna domów ustrojone na
biało-czerwono, wystarczy trochę ludzi, których łączy nadzieja na zwycięstwo i
wsiąkłam.

Znaczy najpierw wpadłam w panikę, bo Lolka pojechała dziś do
Lublina, o jejusiu! A co jeśli trafi na kiboli, na tłum, na cokolwiek?!
Zadzwoniłam.

- W radiu mówili , że jakiś kibic wpadł pod autobus

- Mamo, jestem w okolicach Ostrołęki, wszystko w porządku,
nikt mi krzywdy nie zrobił ani mnie nie okradł. Kibice nam się pod kołami nie
ścielą gęsto. Warszawę omijam przecież. Dam sobie radę, przecież jestem Twoją
córką!

Uspokoiłam się nieco.

Olsztyn  miał być
miastem wolnym od futbolu. Hasło dyrektora ds. spraw promocji miasta było
odważne,  ale lobby miłośników igrzysk
było silniejsze niż lobby malkontentów. Prezydent Grzymowicz zrobił roszadę
personalną na stanowiskach i wyszło na to, że Olsztyn również ma swoją strefę
kibica. Pod ratuszem stanęły dziś baby olsztyńskie : Tu można obejrzeć.
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/5,35203,11869545,Olsztynskie_baby_w_barwach_druzyn_z_Euro_2012__FOTO_.html

Ludzie na ulicy w barwach biało-czerwonych  wyglądali sympatycznie i RADOŚNIE. Zachciało
mi się być częścią tej wspólnoty. Postawiłam 10 zł na to, że Polacy zostaną
mistrzami Europy. No co? Po pierwsze, chciałam zamanifestować swoją wiarę w
NASZYCH, po drugie płacą 60 do jednego i to naprawdę podłe, że tak dużo. Za Holendrów
płacą 3 do jednego. A trzecie i najważniejsze jesteśmy w końcu specjalistami od
porywania się z motyką na słońce, czyż nie?

Wyciągnęłam z głębi szafy swoje krwistoczerwone dżinsy, na
górę nałożyłam biały żakiet Lolki i poczułam MOC. Bo tu nie chodzi o piłkę
nożną, tylko o poczucie przynależności do pozytywnej wspólnoty. No i umówmy się,
być może to jedyna moja szansa w życiu, żeby z dumą nosić te wściekłe dżinsy.
Kupiłam je, jak kolorowe dżinsy były modne przedostatnio. Dawno to było. Na trzeci
finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy* miałam je włożyć (na cześć
Owsiaka), ale się akurat kłóciłam z mężem, więc przegapiłam okazję.  Ale nieważne, wracamy. Kibice są fantastyczni,
uśmiechnięci, uczynni i życzliwi. Podwiozą, pomogą, pozamiatają. Na dworzec z
walizką podjechałam samochodem tak ozdobionym :

Za bilet autobusowy zapłaciłam połowę mniej i popłakałam się jak usłyszałam
hymn.

Ja wiem, że potrafimy się dobrze bawić i potrafimy być cudownie
gościnni. Mam nadzieję, że staropolskie „gość w dom, bóg w dom” weźmie górę nad
kibolstwem.  Sprzątać bałagan będziemy
później. Póki co,  będę eksploatować
dżinsy, świetnie w nich wygląda mój tyłek.

 

 

Już w Orłowie.

Drugi raz się popłakałam jak nasi strzelili gola. Pół
autobusu płakało. Dotarłam do domu, ogarnęłam nieco kuwetę, otworzyłam okna,
nastawiłam pierwsze pranie. Wywiesiłam flagę. A co! W międzyczasie mecz się skończył
remisem. Trudno. Lolka dojechała do Lublina cała i zdrowa.



*dzięki sprzętowi z WOŚP szybko zdiagnozowano mi Lolkę i
choćby nie wiem co, zawsze im będę za to wdzięczna.

dobry obiad zrobiłam

Nie, żeby to jakiś wyjatek był. Na ogół robię dobre obiady.  Tylko rzadko.

Od dwóch tygodni mam fazę truskawkową. Truskawki jem tylko w sezonie. Nie lubię soków, dżemów i wszelkich przetworów z truskawek. Za to świeże jem we wszystkim. Z makaronem, ryżem, na kanapkach, na słodko i na słono i zmiksowane w koktajlach.

Czytam więc sobie rozmaite przepisy w sieci na truskawki. Trzymanie się przepisu nie jest moją mocną stroną. Ostatnio świętowaliśmy szóstkę w wypracowania z polskiego Maćka. Zrobiłam deser:
Wymieszałam bezy, pokrojone w plasterki truskawkiz ubitą (bez cukru) śmietaną 30%
Na pozór bomba kaloryczna, ale w praktyce jest to bardzo lekki deser. Z pół szklanki śmietany i 5 dkg bezów  wyszły duże trzy porcje.
Bezy można zrobić mniej słodkie w domu.

Truskawki w innej postaci niż deser nie każdy sobie wyobraża, więc zaczęłam ostrożnie:
- Znalazłam taki przepis na sałatkę z truskawkami i zrobiłam. Nie wiem czy będzie wam smakowała, nieco zmodyfikowałam…
- Czytaj – w przepisie też były truskawki – wpadła mi w słowo Lolka

No trochę racji miała, bo w przepisie wygladało to tak: TRUSKAWKI Z RUKOLĄ
Ja wzięłam sałatę lodową, fetę, truskawki, prażone pestki słonecznika i polałam octem balsamicznym i posypałam kolorowym pieprzem. Wyszło nieźle.

Dziś na obiad miała być sałatka z brokuła. Z oryginalnego przepisu ostał mi się tylko brokuł.
Ugotowałąm pół szklanki czerwonej soczewicy (wcale nie jest czerwona), udusiłam drobno pokrojoną cebulę z rodzynkami. Wymieszałam z wystudzoną soczewicą, doprawiłam na ostro pieprzem i chili. Brokuł pokroiłam i podgotowałąm. W naczyniu żaroodpornym na dno wyłożyłam brokuł, zasypałam soczewicą, na wierzch pokroiłam fetę i wstawiłam na kwadrans do piekarnika. Po wyjęciu dodałam sos śmietanowo- majonezowy. Całość – pycha!

Idę trawić.

witam

Dziś  Orłoś w Teleexpresie
 przeprosił  za „karczemny błąd”. Ostatnio zadzwoniłam do
urzędu wojewódzkiego  i  zwróciłam grzecznie uwagę, że na oficjalnej
stronie internetowej mają błąd ortograficzny. 
Informację z błędem zdjęli w kilka minut, poprawiona się nie pojawiła do
dziś. Na moim ulubionym forum internetowym jedna forumowiczka, która lubi
podkreślać, że ma dwa fakultety, zakrzyknęła go drugiej: ”Dziewczyno, niech ci
te klepki z oczu spadną” i to nie była literówka.  

Czy ostał się jeszcze
jakiś bastion pięknej poprawnej polszczyzny? Skoro nie prasa, nie radio, nie
telewizja, nie szkoła, skoro literatury staropolskiej nikt nie czyta, to czy
jest gdzieś  miejsce w Polsce, gdzie mówi
się poprawnie po polsku? Miejsce, w
którym nie króluje „wziąśc”, „w każdym bądź razie” i „przekonywujący”, miejsce,
gdzie mi powiedzą, czym zastąpić nieszczęsne „witam” w korespondencji.

zagadka

Głęboko wierzę w to, że dzieci są mądrzejsze od rodziców. Oczywiście oceniam po sobie. Znaczy po Lolce. Może nie tak zupełnie linowo, że teraz jest mądrzejsza. Mam bagaż doświadczeń i zasób zdobytej wiedzy, które trudno przeskoczyć w wieku 18-stu lat. Ale na pewno jest mądrzejsza niż ja – w jej wieku. I tu powstaje pytanie: Lepiej to czy gorzej? Kocham ją jak wariat, patrzę na nią z dumą, podziwiawiam w wielu sytuacjach i wiem, że w jakiejś części to moja zasługa. Ciekawe, w jakiej części to moja wina. Samego dobrego jej nie dałam, bo to niemożliwe. Nawet jeśli nie jestem świadoma CO, to jestem świadoma, że COŚ traumatycznego musiałam jej do kuferka włożyć. Bo to niemożliwe, żeby nic.
Mam nadzieję, że nie będzie bolało jak się dowiem.

 Page 3 of 25 « 1  2  3  4  5 » ...  Last »