Twierdzę, watpię, pytam
niedziela Listopad 19th 2017

Kategorie

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

grypsko

Najpierw dopadło Lolkę. W niedzielę zaczęło ją łamać, a poniedziałek przygniotło. Gorączka , kaszel , ból stawów, ból glowy z serii: „kotku, nie tup”
- Dziecko jedziemy do lekarza – zadecydowałam
- Ale ja mam dzisiaj przedstawienie i nie ma mnie kto zastąpić, dam radę – zaprotestowała Lolka i chciała mi pokazać , że da radę.
Jakoś jej to nie wyszło, bo zasłabła.
- Pojadę do szkoły i wytłumaczę Cię. Nawet nie ma mowy żebyś szła gdziekolwiek – podtrzymałam.
Lolka mnie zna i wie kiedy jestem podatna na negocjacje , a kiedy nie ma takiej opcji.
-Czuję się jakbym zawiodła. Pomyślą że zrobiłam to specjalnie – rozżaliła się
- Kochanie, nie zawiodłaś tylko zachorowałaś. Nawet gdyby to miał być koncert na 100 tysięcy osób to Twoje zdrowie jest ważniejsze
U lekarza w małej poczekalni dwa miliony osób wymieniające sie hojnie zarazkami.
- Nie ma numerków – odpowiedziała pielęgniarka na przywitanie
Weszłam bezczelnie do gabinetu korzystając , że akurat ktoś wychodził
- Panie doktorze, przyjmie pan Lolkę – bardzo się z doktorem lubimy
- Kochana , mam już dziś dychę nadprogramowych pacjentów, a co sie dzieje? – powiedział szybko
- Gorączka 38 i pół, głowa , stawy , kaszel – streściłam
- Lecz objawowo i zapisz ją na środę – jakby nie działało dzwoń.
Przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, czosnek, syrop, witaminy, dużo picia , dużo snu.

Dziś zaczęło łamać mnie. Jeszcze walczę, ale już zaczyna mi być niewyraźnie. Włączyłam telewizor. Nasz  telewizor ma kaprysy i czasem działa. Znaczy fonia zawsze a wizja wg kaprysu. Dzis zdecydowała się na granatowo- niebieskie impresje. Jakaś bajka leciała.
- O bajka! – zainteresowała się Lolka
- Jakieś zwierzątka – zgadywała
- To chyba prosiaczek?
- Tak prosiaczek. Ten prosiaczek jest lekarzem! – dokonała odkrycia – Nie uważaz, że to jest obecnie bardzo niepoprawna politycznie bajka?!

Dostałam ataku kaszlu.

oziębłość

Zdenerwowałam się dyskusją na
innym blogu i ogłupiałam od tego chyba. Poprzednią notkę chciałam napisać TAK
OGÓLNIE, żeby się nie odsłaniać, ale tematu dotknąć. No i wyszedł mi jakiś
bełkot, którego sama dziś nie rozumiem. Odszczekuję.  


Miało być o tym, że według
stereotypu mężczyzna zawsze ma ochotę  a
kobieta ma BÓLE GŁOWY. Mężczyzna ma potrzeby, kobieta – obowiązki małżeńskie. Od
wydania „Sztuki kochania” Wisłockiej kobiety przyznają się do tego,
że w związku chcą seksu , że sprawia mi on przyjemność, że jest to sposób na
okazanie uczuć. Ale niech no tylko nastąpi permanentna (bo czasowa czy
okolicznościowa jest chyba zjawiskiem normalnym i nie wpędzającym w nerwicę)
rozbieżność potrzeb. Mężczyzna niemal ogłasza to światu,  bez żenady skarży
się na „oziębłość” żony  kolegom  i co atrakcyjniejszym koleżankom. Szereg
kochanek mu społeczeństwo wybacza w takich okolicznościach.


A kobieta płacze w poduszkę.
Wstydzi, że chce więcej, Czuje się winna, zagubiona i bezradna. I jeszcze
myśli, że jest nienormalna. To chciałam przypomnieć, że
niezsynchronizowane libido to problem obu płci. I wcale nie jest to efekt
wyzwolenia seksualnego kobiet i odkrycia tajemniczego punktu G. Już za czasów
Hipokratesa diagnozowano histerię, której objawy przypisywano wędrującej po
ciele macicy (z greckiego hystera – macica). Claudius Galenus orzekł, że histeria wynika z niedoboru seksu i zalecał
… masaż.  Nie wiązano wtedy satysfakcji seksualnej z pożyciem małżeńskim,
więc kobiety w alkowie „myślały o Anglii” a po „lekarstwo na
histerie” chodziły do medyka. Może stąd później szalona popularność
dowcipów z serii „przychodzi baba do lekarza…”.

Jak widać problem nie jest ani rzadki ani nowy, można się przyznać i
zanim nam „wędrująca macica” wyjdzie bokiem, poszukać … równowagi. Można u
lekarza. Podobno okuliści mają talent szczególny pod tym względem:).

seks, władza i pieniądze

Czy ludzie sięgają po władzę, bo
władza daje pieniądze i seks (w tej kolejności)? Czy może pieniądze dają władzę
i seks (w tej kolejności)? Czy może seks daje pieniądze i władzę? (albo
odwrotnie)
Ja jestem bogata inaczej, więc na kasę żaden w moich facetów nie leciał  (na bogactwo prędzej:). Ale wszyscy chętnie oddawali
stery w moje ręce (No nie wszyscy, uogólniam na potrzeby notki, żeby
sformułować sobie jakąś spójną zasadę. Mam potrzebę tworzenia zasad a potem
zakochuję się w tych, co mi się w szufladach nie mieszczą) Dla mnie władza to
odpowiedzialność a odpowiedzialna byłam od urodzenia i mi się znudziło. Za moją
władzą nie szły ani pieniądze ani seks. Znaczy szły, ale te pieniądze, które
zarobiłam i ten seks, gdy „w tym cały był ambaras”. Nie manipulowałam seksem, nigdy
nie był karta przetargową za skopanie ogródka, czy pierścionek z brylantem. Pewnie
dlatego w życiu nie miałam pierścionka z brylantem:) A tej cholernej władzy
wcale nie chciałam, bo prędzej czy później wychodziła mi bokiem. W małżeństwie słyszałam
ciągle wymówki, że „rządzę”, że „się nie liczę”, że „kastruję”, że „nie umiem
docenić mężczyzny w domu” . Dokonywałam aktów skruchy, obiecywałam poprawę,
przekazywałam berło i … wyłączali nam światło. Albo telefon. Albo gaz.

Mam dość. Dość słabości. Poproszę
o siłę, bez względu na to, z czym to się wiąże.

lepszy wkurw w garści niż depresja na dachu

Odżyłam. Już mi dwie osoby
powiedziały


- Wolę cię agresywną niż
załamaną.


Ja siebie też. (Towanda)


W ostatnich latach małżeństwa (wtedy,
kiedy chciałam je ratować) kompulsywnie sprzątałam. Zbierałam pyłki z
dywanu,  przerywałam gotowanie, żeby umyć
kuchenkę. Brałam z suszarki łyżkę, mieszałam zupę, myłam łyżkę i odkładałam na
suszarkę. I tak za każdym razem. Mieszkanie, które wynajmowaliśmy było stare,
zniszczone, wymagające gruntownego remontu. W łazience był grzyb, w kuchni
popękana podłoga, w pokojach piece kaflowe wątpliwej urody. Wstydziłam się przyjmować
gości. Nie wychodziłam do pracy, siedziałam w domu z córką i misją. Ograniczałam
życie towarzyskie do niechętnie przyjmowanych niezapowiedzianych wizyt. Im
bardziej się starałam być dobrą żoną, tym gorszą żoną byłam. Zapadałam w jakąś otchłań
żalu do świata i niespełnionych oczekiwań. Kiedyś wpadła do mnie Iwona (niespodziewanie)
i po kwadransie się zirytowała:


- Odczep się od tej ścierki! Przyrosłaś
do niej, czy co? Odkąd tu jestem dwa razy wytarłaś podłogę. Zwariowałaś chyba i
powinnaś iść do psychiatry.


Wtedy „psychiatra” , to nie była
życzliwa przyjacielska uwaga tylko wyrafinowana obelga. Jak tak o tym myślę z
dystansu minionych lat, to rozum mi mówi, że musiałam mieć czysto. Jednak ja
pamiętam to mieszkanie jako brudne. Żadnego konkretnego brudu nie pamiętam, nie
przypominam sobie bałaganu, brudnych naczyń, tylko WRAŻENIE. Teraz rozumiem, że
mi się nieuporządkowane małżeństwo przenosiło na widzenie rzeczywistości.


 


Potem się wkurwiłam (ja
przepraszam , ale piszę o stanach , których się nie da nazwać inaczej. Słowa „zdenerwowałam”
i „wściekłam” mają zupełnie inną barwę i temperaturę) wyprowadziłam się, do
nowego mieszkania kupiłam kremową wykładzinę, uspokoiłam się i… przestałam
sprzątać. No przynajmniej maniacko Ale wtedy już w życiu miałam pozamiatane.


 


Czy mnie to czegoś nauczyło?
Niczego, proszę Państwa. A powinno mnie nauczyć, że jak coś nie działa , to nie
zadziała nagle tylko dlatego, że powtarzamy czynność od początku (komputery PC
są tu wyjątkiem). Winda nie przyjedzie szybciej , nawet jeśli wiele razy naciśniemy
przycisk. A swoja droga to atawizm jakiś czy co?


 


Od lat ze wszystkich sił staram
się poukładać sobie życie tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Jakoś mi nie
wychodzi. A przecież odebrałam nauczkę, że nie mam wpływu na cudze poczucie
zadowolenia. Moje dobre intencje, wcale nie przekładają się na dobre działania.
Powiem więcej, działania egoistyczne i wszystkim wbrew w ostatecznym rozrachunku
wcale nie paliły mi mostów, nie zmieniały biegu historii i nawet trzęsienia
ziemi nie wywoływały.


 


Czasem życie zaskakuje, jak zima
drogowców. Śmierć Ciotki miała  mnie zgnieść,
organizacja pogrzebu mogła mnie przerosnąć. Ale co? Na szczęście się wkurwiłam
( naprawdę nie ma innego adekwatnego słowa). Pierwszy raz wtedy kiedy usłyszałam,
że trumna mogła być ciemna a garsonka jasna, że godzina pogrzebu – za późno,
miejsce na cmentarzu daleko i „dlaczego nie zadzwoniłaś do Józka”


Drugi wkurw z zupełnie innej beczki
dotyczył pretensji właścicielki lokalu o coś, czego nie zrobiłam. A trzeci już
z rozpędu dotyczył księdza, który uczył Lolkę religii.


Wszystkim dobrze nie zrobię.
Ciotka, mam nadzieję, z pogrzebu zadowolona, wszystko poszło sprawnie. Właścicielce
zapowiedziałam że gotowa jestem dochodzić swoich praw  a dziecko z religii wypisałam. Jak ksiądz będzie
podskakiwał to i jego z religii wypiszę.


Zaczęłam zamiatać.


 

od czego się ma przyjaciół

Nie wiem
jak inni, ale ja potrzebuję przyjaciół do utwierdzania mnie w przekonaniu. Z
krytyką, dydaktyzmem, pouczaniem i wskazywaniem drogi jakoś sobie nie radzę.
Nie żebym się zaraz nie liczyła z przyjaciółmi. Jak pytam o zdanie, to się
liczę. Naprawdę (Ty się tak nie uśmiechaj pod nosem. Obiecuję pytać częściej:))
Jak nie pytam trzeba mi krytyk oszczędzać i pozwalać mi robić głupstwa. I w
żadnym wypadku nie należy mi mówić , że inni ludzie to mają gorzej.

Nawaliło mi się ostatnio na głowę, grunt pod nogami
kruchutki to i miotam się jak wieloryb na agrafce. Za każdym razem kiedy
sądziłam że to już DNO i czas się odbić, to ono mi jeszcze uciekało spod nóg.
Już myślałam , że nie zniosę więcej , że potknę się o sznurowadło i się nie
podźwignę. Wtedy umarła mi Ciotka. Przejechało mnie czołgiem a ja wstałam,
otrzepałam kolanka i zajęłam się pogrzebem. A potem zaczęłam myśleć.
Zapomniałam jak to jest. Ostatnio tylko się bałam. Zaczęłam wokół siebie
zamiatać. Skoro żyję.

No jak już zaczęłam myśleć to wymyśliłam, że umowę na
wynajęcie lokalu podpisywały dwie osoby i nie widzę powodu, żebym konsekwencje
niesprecyzowania oczekiwań ponosiła tylko ja. Włożyłam w remont lokalu ponad
pięć tysięcy, a właścicielka „podarowała mi” 700 zł i zażądała
płacenia za wynajem zgodnie z umową. Gdybym miała kasę pewnie bym płaciła, ale
nie mam. Zrezygnowałabym , gdybym nie zaczęła myśleć. Przeczytałam umowę. W
umowie jest zapis, że wydatki na podwyższenie standardu lokalu odliczane będą
od czynszu. Nożesz. Poszłam wczoraj do przyjaciółki (cieszmy
się, że chodzę i mam przyjaciół
) i mówię jej tak :

- Moja droga, jesteś mi potrzebna , żeby mi powiedzieć, że
dobrze robię – zapowiedziałam w progu

- Dobrze robisz! – to się nazywa znać się jak łyse konie
:)- Jeszcze nie! Powiem ci kiedy. Zrobię taką wymowną pauzę. Ok?

- Ok.

- Otóż, pamiętasz jak powiedziałam, że rezygnuję z lokalu?
– zapytałam

- Pamiętam, rozmawiałyśmy o tym – potwierdziła

- No to zmieniłam zdanie. Postanowiłam, że jednak nie rezygnuję i nie będę
za ten lokal płacić … – zrobiłam wymowna pauzę

- ?

- … – wybałuszyłam oczy

- Aha, dobrze robisz – zreflektowała się

- Już powiedziałam właścicielce o swoich zamiarach i dałam
jej kopie faktur na wydatki. Zastanowi się. Możliwe , że pójdzie do sądu , ale
nie sądzę. Będziesz mi potrzebna twoja chłodna obecność przy dalszych
negocjacjach. Będziesz świadkiem i będziesz pilnować, żeby mnie nerwy nie poniosły
– wytłumaczyłam

- No dobrze, ale co dalej? – zapytała

- Dalej , dalej… do czerwca wytrzymam, bo muszę a potem
obieram azymut Olsztyn. Jakoś to będzie. Jeszcze nigdy tak nie było , żeby
jakoś nie było…- zawiesiłam głos

- Dobrze robisz! – tym razem popisała się czujnością
przyjaciółka.

 

kuferek na drogę












































 

Tak pisał Edward Stachura a ja
nie mam powodu, żeby mu nie wierzyć. Po śmierci Ciotki paradoksalnie nabrałam
sił. Może jeszcze nie do życia , ale do walki o to, żeby to życie wyglądało tak
jak chcę. Nie tak jak oczekują inni , nie tak jak „powinnam”. Odkurzać kuferek
na tę drogę zaczęłam. Każdy ma taki kuferek. Najpierw nakładają tam różności
rodzice, potem nauczyciele, koledzy, przyjaciele , partnerzy dzieci a potem to
się nazywa „bagaż doświadczeń”:). Jak człowiek dojrzewa to może sobie do kufra
zajrzeć i mieć świadomość, co w nim dźwiga.  A potem już tylko trzeba wyrzucić „prawdy”,
zweryfikować półprawdy, oddzielić pobożne życzenia od lęków, otworzyć tę puszkę
Pandory i zrobić sobie miejsce na  niezbędnik włóczęgi i w drogę.

Przyjrzę się co i kto mi do mojego
o kuferka nawrzucał. Tu będę oddzielać ziarno od plew. Może dojrzewam?

 

 Page 25 of 25  « First  ... « 21  22  23  24  25