Twierdzę, watpię, pytam
środa Grudzień 7th 2016

Kategorie

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

Nie znoszę zmian

ale tu się nie da żyć.  Chyba czas na kolejny rozwód. Przeprosiłam się na razie z bloxem. Znaczy z www.notatkinamarginesie.blox.pl a potem zobaczymy.

Poznań

Kogo ja mam w Poznaniu?
Pytanie jest podchwytliwe nieco. Będę w Poznaniu w czwartek wieczorem i będę miała trochę czasu.

ała

No i zrobili mi kuku i przesiedlili karnie na wordpress.
Udaję się na wewnętrzną emigrację, albo, jak to mówi spt, idę posiedzieć w wersalce, zanim się przyzwyczaję.

Czy ktoś wie jak mogę tutaj zablokować dostęp do wpisów archiwalnych?

Oops, I did it again

Czyli jak pan Mikołejko trafił na moją prywatną listę ludzi, którymi gardzę.

Zaczęło się od artykułu:
„Niby hiszpański inkwizytor notuję w pamięci ich grzechy i grzeszki. Ich winy najzupełniej oczywiste. Nigdy niedomknięte furtki. Dzieciaki puszczone samopas, gdziekolwiek, a najlepiej na mój trawnik. To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich – przynajmniej we własnym mniemaniu – królowe balu. Patrzę więc, jak to idą i gdaczą, jak stroją fochy, uważając się za Bóg wie co. Jak pytlują nieprzytomnie, gdy tymczasem ich potomstwo obrzuca się piachem albo wyrywa sobie nawzajem włosy. Jak rozkoszują się własnym klekotem i wrzaskiem swych pociech. Jak turkoczą ohydnymi plastikowymi „jeździkami” – jak je powabnie nazywają – w które wyposażyły dzieci. Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Byś Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł. Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku. Chodzi o wózkowe – wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa”

Najpierw myślałam, że to jakiś ponury żart! Wierzyć mi się nie chciało, że człowiek, choćby pozornie wykształcony, nie odróżnia prywatnej frustracji od wypowiedzi publicznej. Chociaż mogłam podejrzewać po tym, jak bez żenady posługuje się funkcją jak tytułem naukowym. „Profesor” puszcza się poręczy i pieprzy jak potłuczony nie wysilając się nawet, żeby ukryć swój mizoginizm.
Uwagi mam trzy:
- Po raz kolejny w debacie publicznej mamy macierzyństwo zamiast rodzicielstwa. Mamy wyłacznie wściekłe, głupie, wulgarne roszczeniowe matki. Tatusiów nie widać, bo pewnie w klubowym/domowym/pracowym* zaciszu czytają dzieła Wittgensteina.
- Mikołejko  pisze o żeńskich pasożytach i nawet przez myśl mu nie przejdzie, że powinien przeprosić. To nie jest tekst, z którym można polemizować.
- Jakoś mi się ten obrzydliwy tekst doskonale wpisuje w nagonkę na kobiety, które mają czelność się rozmnażać. To takie trendy ostatnio, żeby potępiać kobiety ciężarne na zwolnieniach lekarskich, kobiety karmiące w miejscach publicznych, żeby wytykać rzekome przywileje, żeby decydować za matkę czy ma siedzieć w domu czy też iść do pracy. Od momentu „zajścia” do „zejścia” kobieta POWINNA. A co powinna, to już kiedyś napisał Wojciech Eichelberger w „Kobiecej furii”. Kobieta, jeśli nie może być usłużna, to przynajmniej niech będzie niewidoczna. Słowo daję, bałabym się dzisiaj zajść w ciążę.

Gdyby w tym podłym artykule zamienić „bachora” na „niepełnosprawność” to by się okazało, że Mikołejko mówi jednym głosem z Korwinem-Mikke, któremu z przestrzeni publicznej przeszkadzają osoby niepełnosprawne, gdyż „jeśli chcemy, by ludzkość się rozwijała, w telewizji powinnismy ogladac ludzi zdrowych, pieknych, silnych, uczciwych, madrych – a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów – i inwalidów, niestety”.
Idąc tym tropem, dochodzę do wniosku obaj panowie powinni mieć absolutny dożywotni zakaz wystapień publicznych.
Czy naprawdę wolność wypowiedzi ma oznaczać publikację każdej bzdury? Czy „niepoprawność polityczna” to taki eufemizm na zwykłe prostactwo, chamstwo i myślową sraczkę?
A na koniec obu panom chciałabym powiedzieć, że „milszy mi jest pantofelek”**.

*niepotrzebne skreślić
** bardzo łatwa zagadka literacka

Źródła:
Mikołejko o „wózkowych”
Wojciech Orliński o Mikołejce


Mikołejko brnie dalej


Wojciech Eichelberger „Kobieca furia”


Korwin-Mikke para – polityk

festiwal filozofii

Nie uznajesz żadnych wartości, całe twoje życie to nihilizm, cynizm, sarkazm i orgazm.
– We Francji mógłbyś zrobić z tego hasło wyborcze i wygrać.
Woody Allen

– Jaka jest prędkość lotu jaskółki bez obciążenia?
– Jakiej jaskółki? Afrykańskiej czy europejskiej?
Monty Pyton


W Olsztynie trwa Festiwal Filozofii.

 
Wczoraj była sonda uliczna i dorwali Lolkę
- Powiedz jak rozumiesz pojęcie „nihilizm”
- Nihilizm to …(Lolka sprawnie podała definicję)
- O! Skoro tak ładnie Ci poszło to może jeszcze powiesz co to jest „dekadentyzm”?
- W ujęciu literackim czy filozoficznym?

- …(zostaje strącony do wąwozu)

Zabezpieczony: nienawidzę

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

turlam się

Tydzień kontroli w pracy. Najpierw się przywlókł ZUS, potem dwa razy PFRON a wczoraj Inspekcja Pracy. Po kilkudniowym napięciu, dziś radośnie przespałam dwa budziki.
Urzędnicy kontroli są moim zdaniem kompletnie oderwani od rzeczywistości. Przychodzą z nastawieniem, że masz się bać i spełniać polecenia. Jakoś trudno im pojąć, że nie mam czasu na stanie przy kserokopiarce i kserowanie dokumentów z trzech miesięcy i potwierdzanie ich za zgodność z oryginałem, bo ja przecież pracuję. Kolejną kontrolę z PFRONu sama na siebie nasłałam, żeby oszczędzić sobie papierologii.

Nie mogę się doczekać roku szkolnego. Problem z porannym wstawaniem mi odpadnie, bo Lolka ma wbudowany moduł reagowania na budzik i zwyczaj budzenia mamy zapachem kawy. Ja to mam szczęście!

Wciąż mam dwa problemy duże i trzeci malutki.

Skończyłam oglądać „Supernatural” i mam syndrom odstawienia. Szukam kolejnego nałogu.

Chyba idzie jesień, bo mnie poezja dogania.

Osiecka Agnieszka

Jeżeli gdzieś jest niebo

Nie wiedziałam, że tak blisko

jest to wszystko,

to wszystko, o co chodzi…

Nie wiedziałam, że tej zimy

zatańczymy,

zatańczymy jak w ogrodzie…

Nie wiedziałam, że się ręce

z tego tańca

jak z wieńca

nie rozpłaczą,

nie wiedziałam, że się serca

nigdy więcej,

nigdy więcej nie rozłączą,

nie wiedziałam, że to można – tak bez tchu…

nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,

nie wierzyłam, nie czekałam, nie przeczułam

w głębi snu,

że jeżeli gdzieś jest niebo,

to tu, to tu.

Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,

uwierzyłam, że umiera się parami,

nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą

jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż

przystani…

Nie wiedziałam, że to można – tak bez tchu…

Nie wiedziałam, że odfrunie, co się rzekło,

nie czekałam, nie cierpiałam, nie przeczułam

w głębi snu,

że jeżeli gdzieś jest piekło,

to tu.

Zakochana ostatnio byłam tak dawno temu, że niemal nie pamiętam. Nikt mnie nigdy nie porzucił (chociaż jeden chciał mnie zabić), ale to nie znaczy, że rozstania były mniej bolesne. Moje niebo i piekło jakoś nie jest ściśle zależne od mężczyzn mojego życia. Powiedzmy sobie, że mieli wpływ:)

Jestem przekonana, że w piekle jest ciasno, pusto i NUDNO. Nie ma książek, filmów, internetu, nie ma towarzystwa. Chociaż dopuszczam, że jacyś ludzie są, ale zbudowani z innego białka (jak mawia Lorenza).  Nie ma zupełnie NIC do zrobienia. Każda sekunda trwa minutę. I tak przez całą wieczność. Wyobrażacie sobie?

A niebo ma wiele barw, płaszczyzn, warstw i wiele odcieni emocji. Niebo jest nieskończone i pełne ludzi, których chce się poznać. W niebie się czuje, chce i zmienia. W niebie się człowiek całą wieczność UCZY.

W niebie jest wszysko, oprócz BEZSILNOŚCI.

pytanko

A Wy mnie czytacie do porannej kawy czy raczej do poduszki?

o jeden most za daleko

A jednak spadłam w n/w konkursie na drugie miejsce (bo taka ze mnie pierdoła).
Jeden znajomy przedsiębiorca, sprawdzając biling telefoniczny swojej
żony, doszedł do wniosku, że żona ma kochanka. Namierzył mnóstwo SMSów i
rozmów nocnych z nieznanym numerem. Się wściekł. Wykorzystując
wszystkie możliwe znajomości (w tym mnie, stąd wiem), legalne i
nielegalne sposoby, przeprowadził śledztwo. Ustalił imię, nazwisko,
adres, drzewo genealogiczne, miejsce pracy i ścieżkę kariery zawodowej.
Dowiedział się WSZYSTKIEGO. Jaką kawę facet pije, gdzie urlop spędzał, z
kim się przyjaźni, na co chorował w dzieciństwie (portale
społecznościowe są krynicą wiedzy). Nie chcecie wiedzieć, jakie plany
zemsty na wiarołomnej żonie i jej gachu podpowiadała mu wyobraźnia.
Dziś gach przyszedł do firmy tegoż znajomego przedsiębiorcy … bo to chłop sekretarki jest.
Telefon też był sekretarki.

miałam nie mówić…

… ale i tak zrobiła się z tego tajemnica poliszynela, więc się przyznam. Wzięłam udział w konkursie na Pierdołę Roku. Na razie prowadzę w rankingu. Przegoniłam Lolkę i jej bliskie spotkania z drzwiami. Przegoniłam Duśkę, która przejechała Polskę w obie strony a kolana sobie potłukła wracając do domu już na schodach do mieszkania.

Plan na sobotę był taki:
-odprowadzę Lolkę na pociąg do Białegostoku  0 10,20
-wracając zrobię zakupy
-zrobię tiramisu i wrzucę na cztery godziny do lodówki
-na popołudnie byłam umówiona z spt
-a z spt miałyśmy w planach między innymi  kąpać się nago w jeziorze

Lolka z tych co to raczej woli być wszędzie kwadrans wcześniej. Zupełnie inaczej niż ja i doprawdy nie wiem jak ona ze mną wytrzymuje. Pewnie mnie kocha. Na dworcu byłyśmy o 10,00. A tam jak byk wisi informacja na tablicy, że pociąg do Białegostoku odjeżdża o 10,40. Popsioczyłyśmy na dezinformację internetową i poszłyśmy kupować gazety.
- Całe szczęście, że nie odwrotnie, bo wtedy bym się wściekła- powiedziałam
A czarna godzina odpowiedziała echem „wściekła, ciekła , kła…”
Bez pośpiechu poszłyśmy na peron, leniwie wlazłyśmy do wagonu i zaczęłyśmy szukać miejsca w przedziale.
- Ty już idź – wyganiała mnie córka
- Mamy jeszcze mnóstwo czasu, dopiero dwadzieścia po – uspokoiłam ją i spojrzawszy w okno dodałam – zobacz jakie złudzenie optyczne, tamten pociąg odjeżdza a wygląda jak nasz.

Pięć dłuuugich sekund później:
- Mamo, to nasz odjeżdża
- O cholera! Ożesz $#^$%#&*%R!! Ale jak to??!! Przed czasem??? – wpadłam w panikę – Zakupy! Tiramisu! Spt! Włosy miałam umyć! Gdzie ja wysiądę???
- Nie martw się, wysiądziesz na Zachodnim – próbowała pocieszać Lolka
- On nie jedzie przez Zachodni. Mam nadzieję, że to nie pośpieszny?! – wkurw we mnie narastał
- Pośpieszny
Przez chwilę wahałam się między użyciem hamulca bezpieczeństwa a wyskakiwaniem w biegu. A potem zadzwoniłam do Be.
- Tylko NIE komentuj! Wsiadłam niechcący do pociągu do Białegostoku. Sprawdź proszę, gdzie mogę wysiąść i jak wrócić? I nikomu nie mów!
- Nic nie mówię. Znajdź konduktora, bo jeszcze mandat zapłacisz. Pierwszy przystanek – Korsze (małe, kolejarskie miasteczko sto parę kilometrów od Olsztyna). Nic tam nie jeździ prócz pociągów! Trzy godziny czekania i powrót o 14,15

Znalazłam konduktorkę i urzekłam ją moją historią. Wzruszyła się i zaniechała żądania biletu. Wróciłam do córki.
- Oskarżę  PKP o porwanie. Jak tylko wrócę idę do psychiatry, niech mi stwierdzą jakieś zaburzenia, lęki, trwały uszczerbek na zdrowiu czy co tam. Odszkodowania zażądam i jeszcze na tym zarobię.
- Jeszcze mnie możesz pod to podciągnąć i moje koleżanki. Wiesz jak się przestraszyły jak im napisałam, że jadę na imprezę z mamusią? To też będzie trwały uszczerbek.
- Już mnie obsmarowałaś?
I obie dostałyśmy głupawki.

Ten cholerny powrotny pociąg był oczywiście osobowy i zatrzymywał się w każdej pipidówce.
Do domu dotarłam po piętnastej. Na szczęście spt przywiosła ze sobą wino i mufiny własnej roboty. Wyrośnięte:).
A potem poszłyśmy w tango. Dalszej relacji nie będzie:)


Tiramisu (po włosku w wolnym tłumaczeniu podobno oznacza „uwiedź mnie”, ale pewności ne mam, bo języka nie znam) zrobiłam w niedzielę.
Zacznę pisać blog podróżniczy. Pierwszą wyprawę na Wschód mam za sobą. W podróży bardziej niż pieniądze, telefon, tampony, zapalniczka i dokumenty przydaje się umiejętność zaprzyjaźniania się z ludźmi.
Pozdrawiam serdecznie panią Ewę z Korsz jej syna Łukasza i psa Rebusa.
   

 Page 1 of 25  1  2  3  4  5 » ...  Last »