ucieczka
2011-12-23 16:42:49
Jak mnie dopada coś złego to odbiera rozum, pamięć, wyłącza instynkt samozachowawczy i odruchy bezwarunkowe. Ja się tego boję jak cholera. Ja nie umiem troszkę, powoli czy stopniowo. Mnie to od razu musi pierdolnąć (żadne inne słowo mi nie pasowało) i odebrać władzę. To nie arystokratyczny pojedynek do pierwszej krwi tylko mafijne porachunki.
Kolędnikom powiedziałam "Nie, dziękuję". Na poziomie słów. Możliwe, że na poziomie wrażeń ziałam ogniem i ciskałam gromem. Oczywiście będę nadal twierdzić, że taka piękna tradycja jak kolędowanie od drzwi do drzwi zanika w wyalienowanym narodzie. Bo piękna i zanika. Ale jej piękno nie polegało na tym, że mi znienacka pod drzwi przyjdą jakieś dwie obce nastolatki, odśpiewaja byle jak, byle jaką kolędę i wyciągną kapelusz po datek. Na mojej wsi po pierwsze kolędników znałam, po drugie dobrze śpiewali i po trzecie chodzili w święta.
Jestem zdenerwowana. Miotam się między żalem o WCZORAJ i strachem przed JUTREM. Zgubiłam DZIŚ. Nie czuję się bezpiecznie. Duch świąt jest złym duchem.
skomentuj (14)
wieści z frontu
2011-12-15 21:27:56
Zacznę od dygresji. Podobno we wczesnych latach osiemdziesiątych powstał zespół rockowy o buntowniczej nazwie „Przejebane”. Grali sobie protest songi na otaczająca ich rzeczywistość. Nie wszyscy pewnie pamiętają, że w owym czasie na wszelkie przejawy myśli twórczej należało mieć stosowną akceptację Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Kiedy zespół chciał udać się w trasę koncertową cenzura orzekła, że nazwa zespołu nie licuje z ideą „umacniania państwa ludowego jako podstawowej siły, zapewniającej najpełniejszy rozkwit Narodu”. Muzycy poszli na kompromis i zmienili nazwę na „Nie jest dobrze”. Trasę koncertową odbyli nie niepokojeni.
W tamtych czasach byłam jeszcze dziewczęciem zaangażowanym religijnie i postanowiłam udać się na pielgrzymkę do Częstochowy. To duży wyczyn, bo z Bartoszyc taka pielgrzymka idzie dwa tygodnie i przemierza po 40- 50 kilometrów dziennie. Trzeciego dnia wszyscy mieliśmy kryzys. Bolały nas kości, mięśnie, otarcie nie zdążyły się zagoić, bąble kwitły na stopach. Ksiądz prowadzący pielgrzymkę mówił, żeby się nie poddawać, żeby się modlić o wytrwanie, żeby ufać i powtarzać sobie „Tak mi dobrze. Tak mi dobrze.” Obok mnie szedł starszy pan, z takimi ranami, że krew mu chlupała w butach i powtarzał sobie z zaciśniętą szczęką „Dobrze mi tak! Dobrze mi tak!”
Ale dlaczego ja o tym piszę? Otóż na liczne pytanie o to, co się ze mną dzieje odpowiadam „nie jest dobrze” i „dobrze mi tak”.
Czasem sobie sięgam do archiwum wpisów własnych. Często dochodzę do wniosku, że wszystko już o sobie napisałam i się powtarzam. W dwa lata temu w grudniu podnosiłam się po śmierci Ciotki (ciągle mi jej brak). W zeszłym roku o tej porze opisywałam gorączkę przedświąteczną z Mamutem. Nie było lekko. Nie układało nam się, wiele razy o tym pisałam. Bywało straszno i śmiesznie, gorzko i ciepło. Wszystko wskazuje na to, że raczej już gawiedzi opowiastkami mamucinymi zabawiać nie będę. Mamut jest po drugim udarze, afazja się nie cofa i lekarze nie dają wielkich nadziei, że to nastąpi. Do kompletu wykryli jej guza w macicy. Jutro będę znała wyniki badań histopatologicznych. Ciężko mi z własną bezsilnością i parszywie mi wręcz z jej słabością. Moja matka nigdy nie była słaba, nie znam jej takiej. Chciałabym ocalić od zapomnienia jej siłę, determinację, bezwzględność, krwistość. Trudno się z nią porozumieć w podstawowych kwestiach, nie wiem, na ile mnie kojarzy, nie wiem, na ile jest świadoma swojego stanu. Chodzi, próbuje coś robić, próbuje coś mówić. Walczy. Kulom się nie kłania.
skomentuj (22)
do kawy
2011-11-22 08:05:39
Ostatnio nie mam melodii do pisania. Mam za to melodię do porannej kawy
http://www.youtube.com/watch?v=MyHqGmwY8hg
Jon Gomm będzie w Polsce w przyszłym roku. Kto się ze mną wybierze na koncert?
skomentuj (14)
leniwa niedziela
2011-11-06 16:06:16
Jak idę na zakupy głodna, to w 10 minut robię zakupy dla pułku wojska, bo mam ochotę absolutnie na wszystko. Na śledzie, na pierogi, na sztukę mięsa i na półmisek makaronu z brokułami, i na ryż z jabłkami, i na karkówkę pieczoną, i na grzyby (uwielbiam grzyby), i na sery, duuuużo serów rozmaitych. Co krok to pomysł, więc wracam do domu z dwoma ciężkimi siatkami i zastanawiam się po drodze, od czego zacznę. W domu okazuje się, po zjedzeniu kanapki, że już mi się niczego nie chce.
Jak idę po zakupy w niedzielny poranek, po śniadaniu (czytaj: trzynasta), w poszukiwaniu inspiracji na obiad, to tłukę się po sklepie z nastawiem "nie wiem, na co mam ochotę". Też targam do domu dwie siatki, tylko zakupy mi więcej czasu zajmują. No i w domu okazuje się, że nie ma z czego obiadu zrobić. Obiadu w rozumieniu tradycjonalistów.
Dziś na obiad były dwie maczanki.
Krojona w paski marchewka, papryka na jednym półmisku i do maczania - sos czosnkowy (majonez, śmietana, feta i czosnek).
Na drugie danie - pokrojone w plasterki jabłka i gruszki a do maczania sos czekoladowy (serek waniliowy i wiórki czekolady).
skomentuj (12)
test siły woli
2011-11-02 21:50:17
Lolka zrobiła pierś z kurczaka w curry, z ryżem i ananasem. A ja wróciłam prosto od dentystki z nakazem "Nie jeść przez co najmniej godzinę". Dobrze, że wino po drodze kupiłam. Ulżyłam sobie w cierpieniu.
A tak w ogóle, w tym oczekiwaniu, naszła mnie refleksja (coelhowska) zupełnie nie na temat: Ludzie się zmieniają:)
skomentuj (13)
stanowisko pracy
2011-10-25 18:21:18
Zdjęcie zrobiła koleżanka z pracy swoją komórką. Jeden stacjonarny, dwa służbowe i prywatny. To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego nie odbieram telefonu. Przecież odbieram! Tylko nie wszystkie naraz:). To też odpowiedź na pytanie, dlaczego nie lubię rozmawiać przez telefon.
To może być też odpowiedź na szereg innych pytań, dotyczących moich stanów psychicznych, niekonwencjonalnych zachowań, zaburzeń procesów myślowych i wszystkiego, co staje się rysą na kryształowym charakterze:).
Dziś już proszę do mnie nie dzwonić:).
skomentuj (6)
szkolenie
2011-10-21 19:48:03
Byłam na szkoleniu w Starych Jabłonkach. Wykłady znakomite i dlatego wyczerpujące. Wymagały uwagi i koncentracji. Po zajęciach poszłam na kolację - a tam pusto. Wszyscy poszli na basen. Zjadłam duuużo ryb. W domu rzadko robię rybę, bo Lolka nie przepada, więc korzystam z każdej okazji, kiedy ryby mi dają:). Tym razem nie chciałam się oświadczać kucharzowi.
Po kolacji poszłam na siłownię - a tam pusto. Wszyscy nadal na basenie. Było fajnie, bo mogłam włożyć wysiłek w ćwiczenie a nie w to, jak wyglądam:).
Po siłowni poszłam na basen - a tam pusto. Wszyscy poszli na kolację. Posiedziałam chwilę z suchej saunie, ale to nie dla mnie. Popływałam sobie i poszłam do łaźni parowej. Oczywiście było pusto. Położyłam się, zmrużyłam oczy i dopadła mnie z nienacka zupełnie nowa fantazja erotyczna. Dużo pary... gorąco... wilgotno... i nikogo w pobliżu - i wchodzi ON. Ten ON zawsze jest kontretny, bo fantazji o seksie z nieznajomym nie miewam. Myślicie, że można się bezpiecznie kochać w saunie?
skomentuj (14)
na łatwiznę
2011-10-19 14:47:21
Korzystacie ze słownika przy pisaniu SMSów? Bardzo fajne narzędzie prawda? I jak oszczędza czas!
Wczoraj chciałam napisać koleżance "Idź spać! Do soboty" Późno już było i naprawdę nie miałam już siły na rozważania egzystencjalne a na sobotę jesteśmy umówione na plotki.
Idąc do łożka na ostatnich nogach wysłałam jej SMS - "Idź prać! Do roboty".
skomentuj (11)
ile cukru w cukrze?
2011-10-12 22:57:18
Wyobraźmy sobie sytuację: Jest jakaś gala. Mniejsza o to, jaka. Bal, pogrzeb, inauguracja roku szkolnego czy inny ślub. Wybraliście się na galę w trampkach, dżinsach i koszulce. Z powodów rozmaitych. Z lenistwa, niechciejstwa, demonstracji, niewiedzy wszystko jedno.
I słyszycie pytanie:
- Dlaczego nie jesteś w stroju wieczorowym?
Jak reagujecie?
skomentuj (35)
o wysokim majestacie
2011-09-27 06:47:41
Mam zaletę, która zastępuje mi sporty ekstremalne. Mianowicie jak coś jest NIE-DO-ZROBIENIA to stanowi dla mnie WYZWANIE. A jak jeszcze rzecz dotyczy urzędniczych absurdów, to wyrzut adrenaliny mam na długo. Inna rzecz, że niektórych sytuacji mogłabym uniknąć, gdybym była mądrzejsza. Niestety mądra jestem po szkodzie:).
Będę się szkolić od października. Do dokumentów potrzebne mi było aktualne zaświadczenie o wpisie do rejestru działalności gospodarczej. Na wczoraj. Oczywiście, że wiedziałam o tym dwa tygodnie temu, ale byłam pewna, że zaświadczenie mam w rodzinnym Orłowie, w żółtym segregatorze ze wszystkimi dokumentami. Spokojnie pojechałam na weekend. W piątek nawet nie szukałam. W sobotę się nieco zaniepokoiłam, bo segregatora nie było tam gdzie zawsze. Zaczęłam szukać. Znalazłam mnóstwo rzeczy zagubionych, ale po moich dokumentach ślad zaginął. W niedzielę wpadłam w lekką panikę. Przeszukałam piwnicę, strych, stodołę, szafy z ubraniami, ganek i lodówkę. Kazałam Lolce przeszukać mieszkanie w Olsztynie, chociaż mało prawdopodobne było, żebym się z dokumentami woziła. Po południu zdałam sobie sprawę, że zjadam własny ogon. No cóż, pozostało mi dokument odtworzyć.
Napisałam siostrze pisemko : „Proszę o wydanie zaświadczenia… bla, bla… z poświadczeniem aktualności …bla,bla… jednocześnie upoważniam … bla, bla … do odbioru”. Umówiłam się, że pójdzie rano do Urzędu Miasta i dokument wyśle mi faxem.
Wczoraj przed 11,00 zadzwoniła siostra
- Wiesz, jest jakiś problem, to ja ci dam tę panią do telefonu – i dała
- Ja nie mogę wydać zaświadczenia – powiedział Wyskoki Majestat – Pani powinna przynieść swój oryginał i na nim zaświadczę, że jest aktualny.
- Ale ja nie mam oryginału. Nie może mi pani wydać duplikatu czy odpisu, czy czegokolwiek, czym mogłabym się posłużyć? – nieco się stropiłam
- Proszę pani, dostała pani dokument i trzeba go było pilnować – pouczył mnie Wysoki Majestat – pani jest nieodpowiedzialna i to nie jest pierwszy raz, kiedy ma pani jakiś problem.
- Proszę Pani, ja nie dzwonię po wnikliwą charakterystykę moich zachowań. Potrzebne mi dziś zaświadczenie. Co mam zrobić, żeby je dostać? – lekko się zirytowałam
- Nic pani nie może zrobić – wysyczał Wysoki Majestat z wyraźną satysfakcją - jak zaświadczenia będą wprowadzone do systemu informatycznego, a mamy na to czas do końca roku, to sobie pani wydrukuje.
- Rozumiem, że pani nie jest najwyższa instancją. Czy mogłabym rozmawiać z kimś, komu pani podlega? – bardzo się zirytowałam
- Nawet burmistrz nie podejmie takiej decyzji – zabrzmiało grobowo w słuchawce
- Proszę mnie połączyć z burmistrzem
- Chy- ba- pa-ni- żar-tu -je – wycedziło Święte Oburzenie
- Je- stem – śmier- tel -nie - po – wa –żna – wycedziłam ja
- Proszę dzwonić przez sekretariat - zakończył rozmowę Wysoki Majestat.
Ciśnienie mi skoczyło. Coś mi świtało, że przecież do cholery, to jakiś absurd! Mogło mi zaświadczenie spłonąć w pożarze, mógł je zjeść pies, mogli mi je ukraść, mogło się stać cokolwiek. To znaczy, że nie mam prawa do odpisu??? Podzwoniłam, popytałam, uzbroiłam się w ustawę i zadzwoniłam do sekretariatu.
- Burmistrza nie ma, jest na spotkaniu rady gminy – poinformowano mnie rzeczowo
Ustaliłam po znajomości, gdzie się odbywają spotkania rady gminy. Zadzwoniłam, poprosiłam panią (bardzo miłą, dla odmiany), żeby wywołała ze spotkania burmistrza w sprawie najwyższej wagi. Wywołała.
- Nazywam się… przepraszam, że przeszkadzam, ale niestety mam problem, który, okazuje się, tylko pan może rozwiązać – zagaiłam
- Słucham – zainteresował się burmistrz
- Potrzebne mi zaświadczenie …bla, bla … i NA DZIŚ przed 15 -stą. Muszę złożyć je w …bla, bla …, pan to na pewno rozumie. Otóż urzędniczka odmówiła wydania takiego zaświadczenia mimo, że w kodeksie postępowania administracyjnego artykuł… paragraf…pukt… wyraźnie jest napisane, że ma taki obowiązek. Dzwonię do pana, bo jestem naprawdę zdesperowana.
- Ależ w ogóle nie widzę problemu. Oczywiście, że otrzyma pani zaświadczenie. Będę za godzinę w urzędzie proszę przyjść.
- Tylko, że ja dzwonię z Olsztyna. Moja siostra, która rano była z upoważnieniem podpisanym przeze mnie została odesłana z kwitkiem. Ona nie może przyjechać drugi raz. Czy ja mogę wysłać faxem upoważnienie do odbioru dla koleżanki? Naprawdę bardzo mi na tym zależy.
- Proszę bardzo, tylko jak ona dostarczy zaświadczenie jeszcze dziś do Olsztyna? – zmartwił się burmistrz
- Niepotrzebny mi oryginał, wystarczy mi kopia. Wyśle mi faxem – uspokoiłam go - Bardzo, bardzo dziękuję. Jestem ogromnie wdzięczna. Jeszcze raz przepraszam za wywołanie pana z zebrania.
- Nie szkodzi i tak chciałem już iść.
Dalej poszło jak z płatka. Zadzwoniłam do przyjaciółki pracującej w Urzędzie, wysłałam upoważnienie, odebrałam zaświadczenie i dostarczyłam na czas, gdzie trzeba.
Tak, wiem, że mam wroga w osobie Wysokiego Majestatu.
PS. A tak z zupełnie innej beczki, poznałam kogoś. Otworzyłam się na NOWE i proszę! Jak na zamówienie. To dopiero zalążek znajomości. Mam nadzieję, że nie okaże się gejem.
skomentuj (22)


