witam


2012-05-27 22:17:41

Dziś  Orłoś w Teleexpresie  przeprosił  za „karczemny błąd”. Ostatnio zadzwoniłam do urzędu wojewódzkiego  i  zwróciłam grzecznie uwagę , że na oficjalnej stronie internetowej mają błąd ortograficzny.  Informację z błędem zdjęli w kilka minut, poprawiona się nie pojawiła do dziś. Na moim ulubionym forum internetowym* jedna forumowiczka, która lubi podkreślać, że ma dwa fakultety, zakrzyknęła go drugiej: ”Dziewczyno, niech ci te klepki z oczu spadną” i to nie była literówka.  

 Czy ostał się jeszcze jakiś bastion pięknej poprawnej polszczyzny? Skoro nie prasa, nie radio , nie telewizja, nie szkoła, skoro literatury staropolskiej nikt nie czyta, to czy jest gdzieś  miejsce w Polsce, gdzie mówi się  poprawnie po polsku? Miejsce, w którym nie króluje „wziąśc”, „w każdym bądź razie” i „przekonywujący”, miejsce, gdzie mi powiedzą czym zastąpić nieszcząsne „witam” w korespondencji.





skomentuj (2)


zagadka


2012-05-17 21:34:30

Głęboko wierzę w to, że dzieci są mądrzejsze od rodziców. Oczywiście oceniam po sobie. Znaczy po Lolce. Może nie tak zupełnie linowo, że teraz jest mądrzejsza. Mam bagaż doświadczeń i zasób zdobytej wiedzy, które trudno przeskoczyć w wieku 18-stu lat. Ale na pewno jest mądrzejsza niż ja - w jej wieku. I tu powstaje pytanie: Lepiej to czy gorzej? Kocham ją jak wariat, patrzę na nią z dumą, podziwiawiam w wielu sytuacjach i wiem, że w jakiejś części to moja zasługa. Ciekawe, w jakiej części to moja wina. Samego dobrego jej nie dałam, bo to niemożliwe. Nawet jeśli nie jestem świadoma CO, to jestem świadoma, że COŚ traumatycznego musiałam jej do kuferka włożyć. Bo to niemożliwe, żeby nic.
Mam nadzieję, że nie będzie bolało jak się dowiem.




skomentuj (3)


karuzela


2012-05-15 16:25:59

Mam wrażenia, że zjadam własny blogowy ogon? O wszystkim już pisałam, To co na sprzedaż sprzedałam, to co intymne, nadal na sprzedaż nie jest. Kontempluję rzeczywistość (moją rzeczywistość, która wiadomo bywa czasem alternatywna do rzeczywistości statystycznej), albo marzę. I rzeczywistość  i marzenia osiągają stałe amplitudy. Wstecz jeszcze nie chce mi się patrzeć (na razie zbieram wspomnienia jak koraliki, żebym mogła ewentualne wnuki zadziwiać), przyszłość zaklinam a w teraźniejszości się dzieję.

Wczoraj byłam w pracy, po pracy robiłam awanturę w urzędzie miasta, wieczorem umówiłam się z koleżanką blogową na koncert Collegium Juvenum: 
http://www.olsztyn24.com/?m=376&k=5&id=2450. Koncert cudny (tu proszę sobie wstawić długi szereg wykrzykników, serduszek i ulubionych emotikonek) Po koncercie, na fali euforii, poszliśmy (gabi, ja i para muzyków z Łotwy. Pisałam o nich?) uczcić wieczór w "Pozytywce". Tyle na poziomie faktów.

Ale właściwie mój dzień miał inne akcenty. Powiedział mi "dzień dobry" szalenie przystojny mężczyzna. Na wszelki wypadek odpowiedziałam. Zawsze odpowiadam, bo nie mam pamięci do twarzy. Po kilkuset metrach przypomniałam sobie, że to syn mojej koleżanki z pracy. No i kolejne kilkaset metrów miałam kryzys. No to już? Kiedy dzieci koleżanek stały się dorosłe i apetyczne W TYM znaczeniu??? A kysz, a kysz myśli nieczysta! Poczułam się staro.

Moja Lolka na koncert nałożyła małą czarną i niesamowicie wysokie obcasy. Wyglądała jak milion dolarów. No i co ja głupie pytania zadaję? Lolka jest już piękną seksowną kobietą. Duma matczyna wzięła górę nad kryzysem. Zwłaszcza, że się postarałam i wyglądałam jak drugi milion.
Przestałam się czuć staro.

A za taksówkę do domu zapłaciłam tylko 6 zł.














skomentuj (24)


bagnet na broń


2012-05-13 23:45:30

Obejrzałam  „Wymyk” z Więckiewiczem. Mocne, dobre kino. Zdeptało mnie. Zaprawdę powiadam wam,  Robert Więckiewicz wielkim aktorem jest.  Dla równowagi  muszę poszukać jakiejś bajki, gdzie jest dobro i zło i dobro zwycięża.

Ze dwa  razy w życiu musiałam się bronić i się obroniłam.  Kiedyś w knajpie przy sąsiednim stoliku  facet bujał się na krzesełku. Taki typ „nikt mi tutaj nie podskoczy”.  Kiedy przechodziłam do toalety, facet wsadził mi rękę między nogi.  Instynkt mi zadziałał i  strzeliłam go w  pysk  z takim impetem, że się przewrócił razem z krzesłem i nakrył się nogami.  Wywołało to najpierw konsternację a potem lekką panikę wśród gości w knajpie, bo pan strasznie się odgrażał zbierając się z podłogi.  Nikt w mojej obronie nie stanął.  Nic mi się nie stało, więc nie mam pretensji.  Ale wtedy miałam.

Ja jestem z tych pyskatych i wtrącających się. Jeszcze mnie życie nie nauczyło, że lepiej się nie wychylać.  Miałam szczęście. Więcej szczęścia niż rozumu. Ale mnie jako kobiecie w  sytuacjach zagrożenia  jest łatwiej. Mnie wolno się bać, płakać, okazać słabość. Nie muszę się bić. Mężczyzna musi. Musi być dzielny, odważny, stawać w obronie słabszych. Poezja rewolucyjna we krwi nam płynie, mężczyzna ma iść i ginąć, ma "żyły na struny wyszarpać i naciągać i trącać jak struny".

Dziś wiem, że raczej bym nie stanęła w obronie kogoś innego, jeśli  narażałabym siebie. Mówię „raczej” , bo jak mi adrenalina skacze, to zaczynam być nieśmiertelna, ale szczerze nie znoszę tej swojej cechy i pracuję nad tłumieniem jej.  Swoje dziecko chroniłabym bez  namysłu i na tym koniec.

Pamiętam jak R. (exmąż)  wracał od rodziców z dwuletnią Lolką. Autobusem miejskim jechali . W pewnym momencie do autobusu weszło kilku podpitych chłopaków  i zaczęli zaczepiać pasażerów.  Jeden im się szczególnie nie spodobał, więc i go skatowali na oczach wszystkich i wysiedli na następnym przystanku. Sprawa była głośna, po tym wydarzeniu w autobusach miejskich zamontowano  barierki ochronne dla kierowców a media rozpisywały się o znieczulicy. R. wrócił do domu roztrzęsiony, przybity poczuciem winy, że nic nie zrobił. Siedział cicho zaczarowany jak reszta i starał się być niewidzialny.  Usprawiedliwiał się, że przecież nie mógł nic zrobić, bo Lolka. Gniotło go to  długo i boleśnie.  A ja pokochałam go bardziej za to, że wrócił cały i przywiózł do domu całe i zdrowe dziecko.  Byłam wdzięczna, że nie na niego trafiło.





skomentuj (16)


espadryle od hilfigera


2012-05-06 22:05:58

Zawsze miałam kłopot z butami na lato. Pantofle za ciepłe, sandały za mało eleganckie do kostiumu. Mam gdzieś wdrukowane (za sprawą poprzedniej szefowej chyba), że do pracy się z gołymi nogami nie chodzi. Przyjaciółka (moje modowe guru) podpowiedziała mi espadryle.

- Czarne espadryle peep toe na koturnie sobie kup. Ty możesz sobie pozwolić na wysokie buty. Tylko musisz malować paznokcie u stóp. Najlepiej na czerwono!

- A mogę zrobić sobie french?
- Możesz - zgodziła się niechętnie - Będziesz miała buty na każdą porę dnia i do każdego ciucha.
Założyłam sobie, że gotowa jestem się poświecić i stówę wydać.
No to zaczęłam drogę przez mękę w poszukiwaniu. Najpierw sklepy w popularnych sieciówkach obeszłam z Bożeną. Wróciłyśmy brudne, głodne i zniechęcone. Albo nie ma fasonu, albo rozmiaru, albo kolor nie ten, albo jakoś głupio na nodze się układają.
Kilka dni później zrobiłam z moją szefową rekonesans po sklepach z obuwiem markowym. Tylko do towarzystwa, bo przecież mnie nie stać. Ale mierzyć sobie pozwoliłam. I wiecie co? Jest różnica. Espadryli nie znalazłam, ale buty Tamaris zdobyły me serce. Na razie je zaczarowałam. Pani w sklepie powiedziała, że mają często przeceny.

Aż tu przeczytałam u koleżanki blogowej, że ona też bez espadryli lata sobie nie wyobraża i zaopatrzyła się w takowe od hilfigera.
Wygooglałam i cena mnie zmroziła jednak.
Ja jestem dziewczyną ze średniej półki. W takich chodzę butach, ciuchach i, co najważniejsze, tak o sobie myślę. Może w rodzinnym Orłowie bywam królową balu, ale już na przykład na szkoleniach bliżej mi do Kopciuszka. I tu mnie napadła refleksja. Wszystko mam ze średniej półki. Pracę, mieszkanie, rozrywki, kawę i takich wybieram mężczyzn. Że niżej nie patrzę, to zrozumiałe, ale wyżej też nie sięgam. Mentalny szklany sufit mi nie pozwala. Jak sie patrzy na zdjęcia na allegro to te espadryle od hilfigera niczym się nie różnią od tych za 79.90zł. A już na pewno, żaden facet nie zobaczy różnicy. I w ogóle wybór mamy taki, że można się ubrać za grosik i wyglądać markowo. Pozornie. A słówko "pozornie" jak w twierdzeniu Archimedesa jest kluczowe. Może się faceci na cenach nie znają, ale bezbłednie zobaczą wewnętrzny blask i bezbłędnie ocenią czy ich stać :). Nie chcę wartościować, bo nie chodzi o to, że czuję się gorsza, bo biedniejsza. Nie czuję sie też lepsza, bo PONAD TO. Nie ma to nic wspólnego z oceną osobowości, mądrości czy innych rzeczy niewycenialnych. Ci ludzie z wyższej półki nie są ani lepsi, ani mądrzejsi ani szczęśliwsi. Mają tylko więcej pieniędzy. Stwierdzam fakty. Zauważam istnienie półek.  

Inna blogowa koleżanka opisywała historię dziewczyny, która chciała wyjść za milionera i zainwestowała w torebkę za kilka tysięcy dolarów. I ja to teraz rozumiem. Ona sobie torebką wyznaczyła poziom poszukiwań. Skutecznie, bo za milionera wyszła. Ja nie mam szans na pierścionki z brylantem i weekend w Alpach, póki będę sobie żałować na buty za 300 zł.


A na szczęście, na szczęście na wszystkich półkach szanse mamy takie same. 




skomentuj (11)


gdzie mają gniazdo egoiści?


2012-05-04 10:46:55

Moja Lolka ma przyjaciela. Nazwijmy go roboczo Jot. Ten przyjaciel jest wysoki, przystojny, miły i robi wrażenie na dziewczynach. Uprawia sport, umie tańczyć, jest szarmancki i prawi komplementy. Taki typ, którym się można chwalić przed koleżankami. Jot ciągle zakochuje się, ale na krótko. Najpierw dziewczyna nie może uwierzyć w szczęscie które ją spotkało, że TAKI chłopak jest nią zainteresowany a potem staje się potwornie zazdrosna i wszystko się rozlatuje, bo ona robi mu SCENY. Zawsze w tle znajduje jakaś inna ofiara, którą po pierwszej euforii zaczyna uwierać wianuszek koleżnek wokół Jota. I tak to się kręci.
Moja diagnoza jest taka, że Jota jeszcze Amor nie ustrzelił na tyle, żeby dziewczynę w dziewczynie dostrzec. On się notorycznie zachłystuje swoim obrazem w oczach tych dziewczyn. Nie wiem, czy z tego wyrośnie. Znam takich, co nie wyrośli.

Wspomniałam, że miewam ostatnio propozycje randkowe? Odpowiadam "przykro mi, nie mam czasu. Może w przyszłym tygodniu?". No i się zastanowiłam, skąd ten opór? Ja chyba mam problem z uczynnymi facetami.
Takimi, co to zawsze są gotowi podać pomocną dłoń, użyczyć rękawa do otarcia usmarkanego nosa, ratować księżniczkę przed smokiem, żeby poczuć się wyjątkowo.


Nie znoszę tych przyzwoitych facetów, którzy są zawsze cudowni i wspaniałomyślni wbrew okolicznościm. Takich, co to  rzucą wszystko, żeby byłej żonie zdjąć pająka ze ściany, sasiadce zmienić żarówkę, koleżankę z pracy zawieźć do mamusi, babie w sklepie doradzić jaki wkrętak kupić. Zaparkują, pomalują, załatwią i pozamiatają. Superbohaterowie. W domu pewnie mają cieknący kran, niezapłacony rachunek za telefon, dziecko, które nie rozumie matematyki i żonę, która WYMAGA. Zamiast się zachwycać, jak koleżanki.
Skąd wiem? Otóż raz kochałam takiego bohatera. Nabrałam się, bo mnie też ratował z opresji. Wspierał, pocieszał i naszyjniki z czosnku przynosił. Pozbierałam się i zachciało mi się partnerstwa. Już nie potrzebowałam RATUNKU. A przecież zostało jeszcze tyle księżniczek do uratowania. Jedna miała mamusię alkoholiczkę, druga kłopot z przeprowadzką, trzecia depresję, czwarta "chujwieco". A ja nawet nie protestowałam, bo nie chciałam być małostkowa. Rozstaliśmy się z innego powodu. Odchorowałam swoje, przetrafiłam i poszłam dalej. A on nadal ratuje księżniczki. I jestem pewna, że pośpieszyłby mi na ratunek, gdybym zadzwoniła i miała problem.

Teraz często korzystam z uczynności. Mówię "to cudownie, że może mi pan pomóc!";"jest pan niezwykły, mądry, silny, kompetentny (niepotrzebne skreślić)" ; "jest pan wybawcą, cudotwórcą, dobroczyńcą itp". I nie piszę tego złośliwie, oni naprawdę wszyscy tacy fantastyczni są. Tylko w bajkach superbohaterowie są samotni i jest w tym głęboka mądrość bajek.
Ja nie dość, że na codzień nie jestem księżniczką, to jeszcze bywam małostkowa. Wolałabym się wiązać z umiarkowanym (podkreślam) egoistą, który pomoże zmienić koło w samochodzie i zawiezie na ostry dyżur, owszem pomoże sąsiadce wnieść ciężkie torby do domu, zamiast je celnie kopnąć, ale nie kosztem domu i rodziny.

Myślę, że trudno na pierwszy rzut oka wyłapać granicę między zwyczajnym, kulturalnym mężczyzną a supermanem. 


Pewnie dlatego w filmach kocham się w tych postaciach bezczelnych, bezwzględnych, złych i szczerych przy tym do bólu.




skomentuj (15)


po czym poznać, że idzie lato?


2012-04-30 23:21:18

Rano otwieram okno, żeby w domu było cieplej.
Wieczorem zamykam okno, bo skrzydlate ścierwo, zwala się na imprezę
Nie mam butów (właściwie mam, ale w tych zakrytych za ciepło a na odkryte za wcześnie).
Nie mam co na siebie włożyć. To jednak niezależne od pory roku.
Zaczynają się sezonowe randkowe propozycje. Szkoda, że nie mam czasu.

Zaczęłam ćwiczyć.
Nie zauważyłam, że skończyły mi sie rajstopy.
Zakwitły mi jabłonie.









skomentuj (6)


o wypieraniu


2012-04-29 22:45:42

Chciałam napisać sążnistą notkę o kobiecie, która przeżyła małżeństwo z agresywnym alkoholikiem. O jej współ uzależnieniu, wypieraniu, tworzeniu alternatywnej rzeczywistości, usprawiedliwianiu się i, z mojego punktu widzenia, głupocie. O kobiecie, która uciekała przed pijanym mężem z domu, spała na schodach, znosiła upokorzenia i patrzyła na strach swojego dziecka. O kobiecie wykształconej, niezależnej finansowo i nie przykładającej zbyt dużej wagi do zdania kościoła.

I ta kobieta z całym przekonaniem na pytanie „dlaczego tak długo się na to godziła” (do śmierci małżonka) odpowiada mi

- Nie mogłam tego zrobić mojemu dziecku

Że co?! ^%$&^((O#@%!!! Chciałam o niej napisać najgorsze rzeczy jakie mi do głowy przychodziły, żeby ulżyć swojej frustracji. Bo przy niej jadłam ciasteczka i kiwałam głową. Żarłam te ciastka, żeby się zapchać. Kobieta nie pytała o zdanie, to nie wyrywałam się z opinią.

 

Wypieram z pamięci istnienie takich kobiet, bo nie potrafię pochylić się ze współczuciem, nie potrafię zrozumieć, bo budzi się we mnie agresja. I sama się sobie dziwię, że alkoholik oprawca schodzi mi na drugi plan a zła jestem na babę. Odcinam się i zapominam. W moim świecie nie ma takich kobiet. Do następnego razu, kiedy znów będę zdumiona.

 

Nadal jestem zła, że przegapiłam koncert Vitasa. I nikt mnie nie pociesza.

Kupiłam sobie buty o takie  Okazyjnie, bo na koleżankę okazały sie za małe.

A zakochałam się jeszcze w tych . Niestety te stoją w sklepie i kosztują za dużo, żeby mnie nie bolało. Wymówiłam nad nimi zaklęcie i poczekam na przecenę.





skomentuj (11)


k..., k...,k...!


2012-04-29 18:57:03

Przegapiłam koncert Vitasa w Polsce. Śledziłam jego trasę koncertową dwa lata. Odpuściłam kilka miesięcy temu, bo życie mnie przygniotło. Jestem zła. Proszę mnie pocieszać.



skomentuj (4)


klauzula sumienia


2012-04-26 09:30:55

Czy katolik może sprzedawać środki antykoncepcyjne?

Wierzyć mi się nie chce , że sejm może zajmować się takim zagadnieniem? Co będzie następne? "Ile diabłów mieści się w główce od szpilki"?


- Nie może mieć miejsca w demokratycznym kraju zmuszanie ludzi do działania wbrew ich najgłębszym przekonaniom - powiedział  Terlikowski.

Zgrabne, okrąglutkie zdanie na pierwszy rzut oka nie wygląda na kuriozalny idiotyzm. Ale jakby się tak przyjrzeć... Co to są te "najgłębsze przekonania"? Zgodnie z najgłebszymi przekonaniami działają terroryści, na najgłebszych przekonaniach opierają się rządy państw totalitarnych. Ja się boję najgłebszych przekonań Terlikowskiego i spodziewam się po nim wszystkiego najgorszego. I jakoś nie ufam jego sumieniu.

Dziwne to katolickie sumienie (mówię o tym niesionym na sztandarach). Pozwala na:

1. Pychę
2. Chciwość
3. Nieczystość
4. Zazdrość
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
6. Gniew
7. Lenistwo

a odzywa się przy sprzedaży wkładek domacicznych.

A może to początek i fragment wiekszej całości. Może nie chodzi o katolickie sumienie aptekarzy i plastry hormonalne. Może za chwilę okaże się, że sędziowie, kioskarze, nauczyciele, pocztowcy i prostytutki również mają sumienie ponad prawem i ono upomni się o swoją klauzulę. Sędzia będzie orzekał zgodnie z najgłębszym przekonaniem a nie zgodnie z kodeksem, nauczyciel zignoruje podręcznik, listonosz ocenzuruje przesyłki, bo przecież teraz NIE WIE, czy paczka zawiera wibrator czy tabletki z apteki wysyłkowej bez sumienia.

Przekonania najgłębsze posiadają też buddyści, świadkowie Jehowy, ekolodzy, wegetarianie, ateiści i tak dalej. Znam jednego pana, który jest głęboko przekonany, że "za zamach w Smoleńsku należy wystrzelać Rosjan". Klauzula sumienia to niebezpieczny kierunek.

Śmiem postawić tezę, że każdy ma sumienie i jakieś przekonania. I niech każdy dba o nie sam.

 

Trochę przekłamałam pierwsze pytanie, bo zagadnienie jest nieco inne. Czy aptekarz ma prawo odmówić sprzedaży środków legalnie dostępnych, powołując się na swoje sumienie?

Odpowiedź jest prosta: Oczywiście, że ma prawo i nie musi się na nic powoływać. Nie ma nakazu sprzedawania.


 

 

 





skomentuj (14)